Ta strona wykorzystuje pliki cookie do analizowania ruchu i mierzenia skuteczności reklam.
Dowiedz się więcej ZGODA

Ci, którzy przeżyli, chcieli zapomnieć

Dodano: 7 lipca 2016; Druga wojna światowa zaczęła się dla Czaplinka tragicznie. Podczas nalotu zginęli m.in. kierownik szkoły i kilkoro dzieci. W sobotę odsłonięto tablicę z ich nazwiskami.

Na początku września ‘39 mieszkańcy, także ci najmłodsi, gromadzili się w szkole – przy jedynym we wsi radiu. Słuchali informacji o napaści Niemiec na Polskę. 7 września zebrani w budynku nagle usłyszeli nadlatujące samoloty. Wybuchła panika. Wszyscy zaczęli uciekać w stronę zarośli nad rzeką.

Trzy klucze niemieckich samolotów lecących w kierunku Góry Kalwarii pojawiły się na niebie około południa. Drogą przez Czaplinek szli akurat, od strony Grójca, cywile uciekający przed najeźdźcą oraz niewielkie grupy polskich żołnierzy. Na widok rozbiegających się osób piloci zaczęli strzelać z niskiej wysokości, a także zrzucać bomby.

Jak bujasz, mniej boli

5-letni Franek Gański z Czaplinka zginął na miejscu. Jego 3-letnia siostra Zosia przeżyła, lecz została ranna w brzuch. W domu prosiła: „Mamuś, pobujaj mnie – to mniej boli”. „Nie było lekarza, nie było środków uśmierzających ból. Żyła jeszcze kilka godzin” – wspominał ojciec dziewczynki, zmarły w 1985 r. Adam Gański.

7 września życie straciło więcej miejscowych mieszkańców. Sołtysowi Sławomirowi Kąckiemu (inicjatorowi budowy pomnika ku czci ofiar, który został odsłonięty w sobotę w Sobikowie) udało się ustalić, że zginęli również: Henryk Łodziewski (31-letni kierownik szkoły), Zofia Urbańska (16 lat), Józef Biskupski (21 lat), a także Stanisław (28 lat), Halina (6 lat) i Ewa Prędota (4 lata). Z kolei śp. Feliks Krzyczkowski z Czaplinka twierdził, iż śmierć poniosło 11 osób ze wsi.

– Nadal szukam kontaktu z rodzinami wszystkich, którzy zginęli 7 września, a szczególnie z bliskimi kierownika Łodziewskiego – mówi sołtys.

Dzień po nalocie ciała zmarłych zostały ułożone na wozach konnych i zawiezione na cmentarz w Sobikowie. „Kopano w pośpiechu płytkie groby. Nie było czasu, samoloty mogły wrócić. Wróciły. Ksiądz proboszcz Jankiewicz rozkazał: »połóżcie się na ziemi«. Zrozpaczeni, wystraszeni leżeli wśród ciał swych bliskich” – wspominał Adam Gański.

Ciężko mówić

Samoloty nadleciały, kiedy Czaplinek mijała duża grupa polskich żołnierzy w wozach bojowych. Feliks Krzyczkowski opisał, jak Polacy ostrzeliwali wroga z ciężkiego karabinu. Polegli zostali pochowani na sobikowskim cmentarzu, w „grobie nieznanego żołnierza” (jak mówią miejscowi).

O tragicznych wydarzeniach z września 1939 pamiętają we wsi tylko pojedyncze osoby. Dla sołtysa Kąckiego pozostaje zagadką, dlaczego do tej pory nie było żadnych obchodów rocznicowych, nikt nie ufundował pamiątkowej tablicy. Zdaniem Tadeusza Gańskiego (syna Adama) przyczyna może być tylko jedna: było bardzo ciężko o tych strasznych chwilach mówić. – Ci, co przeżyli, chcieli zapomnieć, ponieważ tak trudno było im żyć z tymi wspomnieniami – uważa.

Piotr Chmielewski
Gazeta „Nad Wisłą”


Dodaj swój komentarz

Imię (pseudonim):

Treść:

Komentarze (0)

Na razie nie ma żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!